Norwid czyli polska szkoła myślenia krytycznego

W naszej literaturze niewiele jest postaci takich jak Norwid. Osobnych i trzeźwych. Starających się myśleć ostro i odpowiedzialnie.

To zabawne, ale Norwid jest dziś dla nas zaledwie źródłem bon motów, które wyjęte z kontekstu stają się na ogół wypranymi z treści frazesami (tragiczny koniec wspaniałej twórczości). Poeta z Głuch jest zapomniany do tego stopnia, że nie dostrzega się jego ewidentnego wpływu na kluczowe postaci polskiej historii.

Niedawno przez polską prawicę przetoczył się spór o to, do jakiego stopnia Jan Paweł II był dziedzicem romantyków – i to w ich heterodoksyjnej wersji. Tymczasem oficjalne pisma papieża Jana Pawła II wprowadzają na łono Kościoła powszechnego tylko ortodoksyjnego Norwida.

Papież był mesjanistą norwidycznym, czyli pod względem wszelkich „przeanieleń” bardzo umiarkowanym, trzeźwo stąpającym po ziemi. Nie miał wątpliwości, że rzeczywistość trzeba przebóstwiać (jestem przywiązana do tego słowa – występuje m.in. w liturgii i w teologii; wystarcza nam na razie za wszelkie heterodoksyjne synonimy, w tym niebezpieczny mesjanizm, który wciąż musimy przemyśleć) i że chrześcijańska Polska może przemienić Europę.

Rozmawiałam o tym z norwidologiem, prof. Markiem Busiem. Mówił mi: „Karol Wojtyła jeszcze w teatrze szkolnym recytował Promethidiona, głębiej wszedł w Norwida w założonym przez swego nauczyciela, Mieczysława Kotlarczyka, tajnym Teatrze Rapsodycznym. Nawiązań do poety w twórczości i nauczaniu Jana Pawła II są liczne dziesiątki (moja uczennica, Krystyna Wójcik, napisała o tych wielorakich związkach obszerną i i ciekawą pracę magisterską, życzliwie przyjętą w Watykanie). Jednak poemat „o pięknie i pracy” zajmował zawsze, od czasu młodzieńczych fascynacji, miejsce szczególne i jako przedmiot estetycznej fascynacji, i jako źródło mądrości, wzór lapidarnego i plastycznego ujmowania trudnych zagadnień. Papież cytował Promethidiona wielokrotnie, czasem z pamięci, jako biskup i jako papież, zarówno na spotkaniach ze środowiskami artystycznymi czy naukowymi, jak i zwracając się do zebranych tłumów wiernych. W szczególności upodobał sobie, dziś już słynny, dystych „Bo piękno na to jest, by zachwycało / Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”, który poprzez grę znaczeń i wieloznaczności wskazuje i na sprawczy aspekt piękna (chwytać, wciągać, nie tylko budzić zachwyt), i na teologiczny wymiar pracy. Najgłośniejszym dokumentem jest, oczywiście, głośny, przypominający też że piękno „kształtem jest miłości” List do artystów, w którym cytat ten powraca kilkukrotnie. Tezy Promethidiona były, jego zdaniem, tak ważne, a ich sformułowania tak celne, że trzeba było je „zadać” wszystkim (czy tylko chrześcijańskim?) artystom”.

Norwid był jednym z ewidentnych źródeł Wojtyliańskiej teologii pracy, kapłaństwa powszechnego (jeszcze w czasach Soboru Watykańskiego II) i papieskich pomysłów na relacje chrześcijanie-judaizm. Dowodów fascynacji było więcej. Jeszcze jako biskup, Karol Wojtyła patronował wydaniu dzieł zebranych Norwida (prace trwają do dzisiaj), chciał doprowadzić do ich przekładu na podstawowe języki europejskie.

*

Norwid był także bezlitosnym krytykiem polskiej małości. Widział, że bardzo często w wysokim emocjonalnym c znajdujemy rekompensatę własnych niedostatków. Uważał, że za bardzo upajamy się Polską, że szastamy polską krwią, co jest zaprzeczeniem prawdziwego męczeństwa, wreszcie – że bezkrytycznie przyjmujemy kulturę europejską, ale nie wnosimy do tej kultury nic od siebie. Tymczasem to właśnie kultura jest prawem narodu do istnienia. To zaskakujące, ale te same zarzuty znajdziemy później u Gombrowicza. Myślę, że na historię naszej literatury ostatnich 200 lat można patrzeć i w ten sposób: w Gombrowiczu znajdziemy areligijnego kontynuatora Norwida (napiszę o tym następnym razem). Do tej samej rodziny myślenia będzie należał Bobkowski. Każdy znajdzie inne rozwiązanie „polskiego kompleksu”.

Religijne rozwiązanie Norwida powstało w okresie zaborów, a i tak jest, jak dotąd, najlepsze. Trafność jego uwag o Polsce i polskich elitach stawia włosy na głowie. A więc już wtedy byliśmy tacy? Już wtedy baliśmy się samodzielnie myśleć, nie dbaliśmy o prawdę i bezkrytycznie kłanialiśmy się Europie? Czy to błędne koło? Jak z niego wyjść?

Norwid spełnił swój własny postulat dzięki Janowi Pawłowi II. Polacy mają kształtować kulturę powszechną? Proszę bardzo: oto Norwid staje się miejscem poznania teologicznego w papieskich dokumentach. Mówiąc krótko, chcemy pamiętać o Papieżu, nie zapominajmy o Norwidzie.

 

POST SCRIPTUM

Pełna wersja mojej rozmowy z prof. Markiem Busiem ukazała się w styczniowym numerze „Pressji”. Można go przeczytać tutaj.

2 Comments

    1. Uwielbiam dawnych jezuitów, więc pewnie kiedyś napiszę. Mam nawet w domu stare PANowskie wydanie jego traktatu „O poezji doskonałej” – i właśnie pod Pani / Pana (przepraszam, ale nie wiem, kto jest po drugiej stronie) wpływem zaczęłam szukać tej książki na półkach. Może w końcu ją przeczytam… 😉 Pozdrawiam serdecznie – MK

      Odpowiedz

Dodaj komentarz