Fragment #9: Pomyłka

[…]

Telefon dzwonił uparcie już któryś raz tego ranka. W końcu odebrałam, litując się nad rozmówcą, który tak uporczywie domagał się kontaktu.

– Halo?

Po drugiej stronie nie odezwał się nikt. W tle słychać było jedynie gwar jakiejś sali telewizyjnej – szumiał odbiornik, brzmiały przytłumione rozmowy osób siedzących po sąsiedzku. Ktoś, kto wykręcił numer, milczał jednak dłuższą chwilę. Był chyba zaskoczony nagłą zmianą sytuacji, zdążył bowiem przyzwyczaić się do daremności swoich wysiłków.

telephone-164250_1280

– Halo? – powtórzyłam.

– Z panem Łąckim proszę.

Głos, który odezwał się w słuchawce, był bardzo słaby. Bez wątpienia należał do jakiejś staruszki: łamał się, zlewał z szumem otoczenia, a mimo to brzmiał nieco uroczyście, jakby rozmowa, która miała zaraz nastąpić, była niezwykle ważna.

– Bardzo mi przykro, to pomyłka. Niestety, wykręciła pani zły numer.

Odpowiedziało mi jedynie krótkie sapnięcie, po którym ponownie nastąpiło milczenie. Przez chwilę słuchałam dobiegającego z oddali szumu telewizora, w końcu jednak, nie mogąc doczekać się reakcji, dorzuciłam jeszcze „do widzenia” i rozłączyłam się.

Telefon zadzwonił znowu kolejnego poranka, a potem jeszcze raz przed południem.

– Chciałybyśmy rozmawiać z panem Łąckim. – Kiedy podniosłam słuchawkę, usłyszałam energiczny głos kobiety w średnim wieku, zapewne salowej lub opiekunki. Pielęgniarki to zwykle osoby pogodne i zdecydowane, czasem niemal obcesowe; w tak trudnym zawodzie trudno byłoby się utrzymać kobietom o innych cechach charakteru. W tle brzmiał znowu gwar sali telewizyjnej lub korytarza szpitalnego, na którym ustawiono włączony odbiornik.

– Bardzo mi przykro, ale to zły numer. Już wczoraj państwo do mnie dzwonili. To niestety nie jest dom pana Łąckiego.

– Bardzo przepraszam – odpowiedziała kobieta. – Zły numer! – poinformowała współczującym głosem kogoś, kto stał obok niej, zapewne znaną mi już staruszkę, a następnie znowu zwróciła się do mnie: – Przepraszam, do widzenia.

[…]

Odłożyłam słuchawkę i urządzenie przez kilka dni milczało. Wydawało się, że moim rozmówczyniom udało się nawiązać połączenia z upragnioną osobą lub zrezygnowały z dalszych prób kontaktu. Potem jednak przedpołudniowe telefony zaczęły się powtarzać, a słaby głos nieznanej staruszki po drugiej stronie pytał niezmiennie o pana Łąckiego.

Kim był? Gdyby nieznana pacjentka szukała rozmowy z kimś przypadkowym, nie wykręcałaby ciągle tego samego szeregu cyfr; nie robiłaby tego choćby dlatego, że ja odbierałam nieregularnie i było jasne, że nie nadaję się do przelotnych pocieszeń. Nie chodziło też raczej o rutynowy telefon do najbliższej rodziny, o zwykłą pogawędkę o zdrowiu czy prośbę o odbiór ze szpitala – w takim przypadku staruszka posiadałaby dobry numer lub udałoby się szybko ustalić jego właściwą wersję i pomyłka zostałaby naprawiona. Starsza pani dzwoniła jednak uparcie, prosiła o pomoc swoją opiekunkę. Może bała się, że wykręca niewłaściwe cyfry i chciała mieć pewność, że pomiędzy nią a Łąckim nie stanął brak sprawności jej palców.

Prawdopodobnie niechcący znalazłam się w samym centrum czyjejś historii. Nieznana rozmówczyni musiała być wiekowa – głos rzadko kiedy kłamie w tej kwestii; można wprawdzie mieć głos osoby dojrzałej, będąc jeszcze młodzieńcem, lub odwrotnie, zachować przez większość życia głos dziecka – trudno jednak mówić w ów szczególny, starczy sposób, co chwila walczyć z drżeniem dźwięku i krótkością oddechu, jeśli naprawdę nie jest się starcem.

[…]

Co chciała powiedzieć panu Łąckiemu? Może były to rzeczy, które trzeba było powiedzieć wiele lat temu; może chciała mu wyjaśnić sprawy, których kiedyś wyjaśnić nie miała okazji lub czasu. Może rozdzieliła ich historia – ostatecznie w Polsce w ostatnich dekadach działo się tak wiele, że tragiczne losy rozdzielonych osób, może bliskich krewnych […], mogły powtarzać się w wielu wariantach: ktoś walczył z okupantem i komuną, ktoś tego nie robił; ktoś emigrował, a ktoś zostawał w kraju. Może jednak rozdzieliło ich zwykłe nieporozumienie, takie, które przydarza się ludziom mieszkającym pod każdym niebem, zarówno w czasach pokoju, jak i wojny […]. Ludzkie losy są przecież przypadkowe i różne od siebie jak numery telefonów. Czasem wystarczy pomylić się tylko odrobinę, zmienić jeden szczegół, aby los stał się zupełnie inny. Spotkać kogoś lub nie spotkać – ale przez to znaleźć się nagle w zupełnie innej wersji swojego życia, jakby wszechświat był kalejdoskopem i pojedyncze spotkanie lub decyzja miały moc przewracania tego kosmicznego instrumentu i uzyskiwania w sposób nieodwracalny zupełnie innego wzoru. Wystarczy wykręcić trochę inny szereg cyfr, aby usłyszeć kogoś zupełnie nieznanego, mieszkającego w jakimś odległym miejscu. Przypadek, pomyłka […].

Ale może wcale tak nie jest?

[…]

Fragment opowiadania powstającego w ramach stypendium Młoda Polska 2016.

2 Comments

  1. Genialnie się to czyta. Najlepszy dowód na to? Za każdym razem gdy dochodzę do końca, żałuję, że to tylko tyle.

    Odpowiedz

    1. Dziękuję :) I zapraszam ponownie.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz