Smętna Dobrodziejka, czyli odnawianie znaczeń

Zacznijmy od obrazu, który wisi w niewielkiej kaplicy.

Wizerunek

Nie wybrałam go dlatego, że jest szczególnie ważny, bo nie jest. Znają go w zasadzie tylko mieszkańcy Krakowa, ale i wśród nich pewnie znalazłoby się wielu takich, którzy nigdy nie słyszeli o tym obrazie, nie widzieli go i nie umieliby wskazać, gdzie się znajduje. Od kilkunastu lat jednak odwiedzam go, ilekroć jestem w tej okolicy, więc bez wahania mogę go nazwać częścią mojego prywatnego dziedzictwa.

Dlaczego mnie przyciąga? Nie umiałabym chyba udzielić prostej odpowiedzi. Zawsze podobała mi się jego nazwa: Smętna Dobrodziejka Krakowa. Już to miano wskazuje, że wizerunek jest czczony od dawna i wyjątkowo w tym miejscu okrzepły. Madonna wisząca u krakowskich franciszkanów jest smutna, ale dobra, przychylna ludziom. Być może w tym zestawieniu ujawnia się zresztą jakaś szersza prawda o chrześcijaństwie, bo praktykowanie go wygląda często właśnie w ten sposób: jest oswajaniem się ze smutkiem, ale także przypominaniem, że jego ciągła obecność w życiu nie zwalnia z obowiązku czynienia dobrze.

Kult Matki Bożej Bolesnej, bo to Ją namalowano na obrazie, trwa w tym miejscu od co najmniej XV wieku, a może nawet jeszcze dłużej. Już w wcześniej znajdował się tu jakiś wizerunek tego typu, także cudowny. Pierwszy bezpośredni dowód pobożności z nim związanej pochodzi z 1445 roku – wtedy zostały wydane pierwsze przywileje odpustowe dla wiernych, chociaż obraz, który wtedy otaczano czcią, na pewno był inny niż dzisiaj. Drugi dowód jest niewiele późniejszy: kiedy w 1462 roku kościół krakowskich franciszkanów spłonął i Kazimierz Jagiellończyk obiecał wspomóc odbudowę znacznym datkiem, zakonnicy zobowiązali się odprawiać nabożeństwa w intencji monarchy przed swoją Matką Bożą Bolesną. Późnogotycki obraz, który obecnie znajduje się w kaplicy i który słynie łaskami, został jednak wykonany najprawdopodobniej dopiero około 1510 roku, więc jest młodszy niż wspomniane dokumenty. Obietnica złożona Kazimierzowi Jagiellończykowi na pewno dotyczyła zatem innego, nieznanego już wizerunku, którego miejsce potem z jakichś powodów zajął dzisiejszy. Gdzie podział się tamten i dlaczego został podmieniony na inny – nie wiadomo. 

[…]

Smętna Dobrodziejka, umieszczona na złotym tle z wygniatanym deseniem, odziana jest w ciemnoczerwoną suknię i ciemnobłękitny płaszcz z zielonkawą podszewką i złocistym, ozdobnym obszyciem. Maria to zmęczona kobieta o spuchniętych oczach i ustach ściągniętych przez cierpienie. Wygląda jak osoba, która długo płakała. Załamuje lub składa ręce, a Jej serce przeszywa ostrze. Otaczają ją cztery anioły, trzymające insygnia Męki Pańskiej: bicz, kolumnę biczowania, krzyż z gwoździami oraz drabinę i młot.

Fot. Bogitor/ Wikimedia.

Rytuał

Ale losy deski z namalowanym na niej wizerunkiem to tylko drobny fragment historii miejsca, do którego przychodzę […]. Ołtarz, w którym wisi Smętna Dobrodziejka, również się zmieniał i zmieniali się jego użytkownicy. Początkowo był drewniany, pozłacany, dzisiaj jest kamienny: barokowy, wykuty z czarnego marmuru. Paradoksalnie nie powstał jednak na potrzeby tej kaplicy. Trafił tam dopiero po 1860 roku, kiedy franciszkanie odkupili go z pokarmelitańskiego kościoła. Wcześniejszy, z drewna, służył wielu różnym wspólnotom […]. Na pewien czas oddano go krakowskim reformatom, których kościół spłonął podczas Potopu, potem, już w czasach Austriaków, zainstalowała się tam parafia grekokatolicka, a przed obrazem nabożeństwa odprawiał bazylianin. Wizerunek Smętnej Dobrodziejki służył też, i to jest najbardziej interesujące, Bractwu Męki Pańskiej.

[…]

Można zapytać, po co podaję te wszystkie szczegóły. Zdawałoby się, że – skoro zamówiono u mnie esej o polskim dziedzictwie – powinnam projektować jakiś kanon, pisać o Adamie Mickiewiczu lub kimś równie ważnym, ja tym czasem opisuję drugorzędne pomieszczenie i nie najważniejszy cudowny polski wizerunek. W samym kościele franciszkanów znajduje się wiele ważnych relikwii i dzieł, które wyszły spod ręki dużo sławniejszych artystów. Kaplica Smętnej Dobrodziejki nie dość, że powstała stosunkowo niedawno, to jeszcze została pomalowana przez malarzy, których nazwiska kojarzone są dzisiaj tylko przez specjalistów.

[…]

(c) Muzeum Narodowe w Krakowie

Esej o tym, czym jest i jak „działa” dziedzictwo. Całość opublikowano katalogu wystawy #DZIEDZICTWO, wydanym przez Muzeum Narodowe w Krakowie – do kupienia na stronie Muzeum.

Dodaj komentarz