Zazdrość

Rembrandt, Powrót syna marnotrawnego

Tego popołudnia pracował w polu, jak zwykle od wielu lat. W zasadzie nie miał nic przeciwko temu, że żył tak, jak żył, chociaż praca była ciężka i prawie zawsze taka sama. Stanowiła cykl powtarzalnych czynności; pewne rzeczy robiło się tylko zimą, inne jedynie latem, ale zima była podobna do zimy, a każde lato przypominało poprzednie. Różniły się tylko tym, co w danym roku przyniósł im los, powódź, suszę czy urodzaj, i ile przybyło zwierząt. Jednak, jak wierzył, naprawdę mu to nie przeszkadzało. Powtarzalność czynności ma w sobie coś kojącego; wprowadza ład, daje złudzenie panowania nad rzeczywistością, poczucie, że tak naprawdę nic nie jest w stanie nas zaskoczyć. Przyzwyczaił się do tego spokoju, wydawało mu się, że nawet krew w jego żyłach płynęła już zgodnie z rytmem dnia czy roku i nawet jeśli czasem jakaś klęska żywiołowa czy wypadek w obejściu wytrącały go na chwilę z równowagi, to, mając oparcie w spokoju własnego ciała, był w stanie wydać im walkę i przywrócić ład.

Poza tym wiedział, że postępuje słusznie. Pracował w majątku ojca, robił to sumiennie i nie zamierzał niczego zmieniać. Miał poczucie spełnionego obowiązku, a to zdecydowanie ułatwia pracę za dnia i zasypianie nocą. Wiedział też, że któregoś dnia odziedziczy wszystko – wkładał więc w pracę całe serce, bo tak naprawdę pracował na swoim i pomnażał własny majątek. Zresztą, nie ciągnęło go nigdy do wielkich miast; pod tym względem nie był podobny do swojego młodszego brata, który jakiś czas temu spowodował zamieszanie w rodzinnym domu, prosząc ojca o wypłatę należnej mu części dziedzictwa.

[…]

Całość tekstu w publikacji Centrum Myśli Jana Pawła II „Saligia. Człowiek w kryzysie” (red. K. Koehler) na stronie 101. Książkę można pobrać za darmo pod adresem: http://www.centrumjp2.pl/wp-content/uploads/2017/01/saligia_male.pdf

One Comment

Dodaj komentarz