Europa powinna być asertywna

Zachód był zawsze asertywny, cechowała go odwaga kształtowania świata, wykańczania natury, która Europejczykowi wydawała się zaledwie przygotowanym przez Boga, zagruntowanym płótnem.

*

Jeśli miałabym znaleźć przymiotnik, który najlepiej określiłby zamek w Dębnie, użyłabym słowa „elegancki”. Stoi niezmieniony od końca XV wieku, kiedy wymurowała go tutaj rodzina Odrowążów (niezmieniony, jeśli nie liczyć drobnych przeróbek – z czasem dodano część jednego skrzydła, drobne elementy renesansowe, a potem barokowe). Niewielki ceglany budynek z dwiema basztami otoczony jest fosą i wałem, który dzisiaj porasta urokliwy starodrzew.

Można iść na spacer po wysoczyźnie wału, śledząc, jak w Dębnie spotykają się krainy geograficzne. Zamek posadowiony jest na pierwszym wzgórzu pogórza Karpat – na kolejnym, wyższym, leżącym bardziej na południe, znajduje się późnogotycki kościół św. Małgorzaty. Tymczasem zaledwie kilometr dalej na północ teren jest płaski jak Mazowsze, pocięty przykopami, czyli kanałami, które mają odwadniać nisko położone pola. Odwadniają nieskutecznie, o czym informują okoliczne nazwy: Mokrzyska czy Bielcza (lingwiści i historycy przypuszczają, że to od podmokłych bielic). Nieodległy stary dwór w Wokowicach położono na jedynym pagórku, bardzo zresztą niewysokim, więc okoliczni mieszkańcy kłócą się zajadle, czy i jak często jest zalewany przez Uszwicę (razem z T. od dawna planujemy tam zamieszkać. To znaczy wówczas, kiedy dobrowolnie oddadzą nam go obecni właściciele. Mimo nikłych na to nadziei, rodzina zasiedziała w okolicach od XV wieku już teraz przestrzega nas przed powodziami, które będą nas nawiedzać).

Takie samo spotkanie krain widać niedaleko Bielska Białej, kiedy z płaszczyzny pól nagle wynurzają się półokrągłe bąble, jakby ziemia zaczynała kipieć, aby po chwili zmienić się w bulgot Beskidów. Tam wiosek jest mniej, więc podskórne spiętrzenie płyt widać wyraźniej. Pod Tarnowem dzieło orogenezy musi walczyć z ludzkim wszędobylstwem, gadatliwą zbieraniną domów, domków i domeczków, pól, poletek i stajonek, dróg i dróżek; szos, po których mkną samochody, a w nich niezliczeni Małopolanie udają się na rodzinne wizyty do innych Małopolan.

Ale tutaj, w tym odwiecznym oswojeniu natury, oprószeniu jej dziełami rąk ludzkich, objawia się w pełni europejska niewymuszona prowincjonalność. Mieszkańcy okolic Dębna, jak mrówki, chodzą po ścieżkach wydeptanych przed wiekami przez innych mieszkańców Dębna, często o tych samych nazwiskach. Eleganckie dzieła kultury powstawały tutaj – jak we Francji, Włoszech czy Anglii – nie tylko w miastach, ale i na prowincji. Tak właśnie mierzy się wielkość kultury – w kilometrach, w tym, jak daleko sięga na prowincję. Zaledwie dwadzieścia kilometrów dalej, w Nowym Wiśniczu, zamek o rubasznej baszcie, skrywa się w murach o renesansowym kształcie rozgwiazdy. Szczepanów, skąd pochodził św. Stanisław, jest kilka kilometrów stąd. To zaledwie wioska (niedawno otrzymała ponownie prawa miejskie), ale cmentarz w Szczepanowie wygląda jak małe Powązki. Odwiedziliśmy go z okazji Wszystkich Świętych, bo leżą tam, oczywiście, rozliczni krewni drugiego rzędu oraz pradziadkowie męża po kądzieli. Stare groby piętrzą się jeden na drugim, tworząc labirynt nie do pokonania. Grób pradziadków lokalizuje się po znajdującej się w pobliżu rosłej rzeźbie anioła. Potem trzeba tylko pokonać na azymut kilkadziesiąt nagrobków i krzyży z XIX wieku i, stojąc na jednej nodze, aby nie deptać sąsiednich nagrobków, zapalić znicz.

Wielka kultura Zachodu – będę nazywała ją wielką, bo w jej wielkość wierzę – to właśnie ta żywa tkanka, w wielu miejscach już wycięta i utracona, w innych – jeszcze istniejąca. Zachód był zawsze asertywny, cechowała go odwaga kształtowania świata, wykańczania natury, która Europejczykowi wydawała się zaledwie przygotowanym przez Boga, zagruntowanym płótnem. I to Bóg dał mu pędzel, żeby dzieło skończył. Kończył zatem – budując, malując i pisząc. Dobrze zbudowany zamek i szczęśliwie ulokowana wieś mają równie wielką wartość poznawczą, jak traktaty filozofów i dzieła poetów. Nigdy nie miałam wątpliwości.

XX-wieczna kultura przestała być asertywna. „Twórcy” schowali się do swoich skorup, kultywując niepotrzebny innym indywidualizm, prowadząc niezobowiązujące gry i eksperymenty. Kolejne szkoły antropologiczne oduczyły Europę asertywności – chyba nigdzie nie widać tego jaskrawiej niż w przypadku postkolonializmu, w którym Europa pokonuje siebie sama swoją żelazną bronią, myślą.

Spacerując po wałach zamku w Dębnie, tęskniłam do starej, asertywnej Europy. Wokół żółte i rdzawe liście opadały na trawę w kolorze mocno już przygaszonej zieleni.

POST SCRIPTUM

Jeśli miałabym coś do zarzucenia okolicznym Europejczykom, to niedbalstwo w zarządzaniu dziedzictwem przodków i niefrasobliwość w jego trwonieniu. Popularna „czwórka”, czyli trasa Kraków-Tarnów, oblepiona jest prostackimi budynkami, w których mieszkańcy prowadzą swoje różnorakie interesy. Zwykłe domy pozasłaniano reklamami z typowo polską niefrasobliwością – jeśli można zarobić, nie pracując, Polak chętnie odda na reklamę fasadę swojego domu, zasłoni krajobraz, zamek, kościół i las. Brakuje nam zamiłowania do krajobrazu i świadomości, że jest takim samym dobrem narodowym jak Wawel. Z drugiej strony – Polacy nawet na Wawelu potrafią wywiesić reklamę.

2 Comments

  1. Wspaniałe są Pani eseje. Odpoczywam przy nich. Kiedy przeczytałam pierwszy – o Leonardzie da Vinci, pomyślałam, że tak może pisać tylko ktoś z Krakowa. Potem doczytałam się, że rzeczywiście stamtąd Pani pochodzi. Gratuluję klasy!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz